niedziela, 30 sierpnia 2015

Wyznanie

Nastał dzień wyjazdu do Warszawy. Wstałam wcześnie rano aby się nie spóźnić (co mam w zwyczaju). Biorąc prysznic myślałam o nim, malując się, jedząc śniadanie. Nawet w samochodzie, rozmawiając z mamą myślałam o nim. Tak powinnam była o Łukaszu, o moim chłopaku. Niestety myślałam o Michale, swoim byłym nauczycielu. Szybko dotarłam pod szkołę, jednak prawie wszyscy byli już w autobusie. Pożegnałam się z rodzicami, którzy zachowywali się jakbym wyjeżdżała na zawsze. Przywitałam się ze wszystkimi znajomymi i usiadłam sama. Moja przyjaciółka Szaron siedziała ze swoim chłopakiem Omarem, czego nie miałam jej w ogóle za złe. Myślałam, że są już wszyscy, jednak do autobusu wpadł nieco spóźniony Kamil. Ten "nowy" z Warszawy. Spojrzał na mnie, a ja odwróciłam wzrok. Założyłam słuchawki na uszy i miałam wszystko gdzieś. Tę chwilę przerwał mi właśnie Kamil.
- Hej Ola, mogę z Tobą usiąść? - spytał
- A czemu nie możesz ze swoimi przyjaciółmi?
- To nie moi przyjaciele. Nie chce z nimi spędzać pare godzin jazdy.
- Ze mną też nie będzie miło, bo będę słuchać muzyki.
- Dobre i to. Więc? - spytał z uśmiechem
- Dobra, siadaj. Tylko mi nie przeszkadzaj w słuchaniu.
- A więc może już teraz zacznę gadać, póki nie słuchasz?
- To był jeden z tych twoich śmiesznych dowcipów? Nie zadziałał - powiedziałam oschle
- Dlaczego taka jesteś w stosunku do mnie? Zrobiłem Ci coś? - spytał zdezorientowany
- Wystarczy, że widzę jak się zachowujesz. Jak się obnosisz ze wszystkim, jak traktujesz ludzi.
- Może po prostu kwestia złego towarzystwa. Gdybyś ty do mnie pierwsza zagadała...
- A co to ja jestem? Może od razu miałam ci przyjaźń proponować?
- Wiesz, mamy takie same telefony. Best friends forever proponuje - powiedział śmiejąc się
- Właśnie o tym mówię. Czy ty tak musisz się wszystkim lansować?
- Też masz iPhone, gdzie jest problem?
- W tym, że chodzisz dumny jakbyś sam sobie na to wszystko zarabiał, a powiem Ci jedno. Rzeczywistość jest inna. Jesteś na utrzymaniu rodziców, i nic co masz nie jest na tyle twoje żebyś uważał się za jakiegoś boga.
- Nieźle powiedziane -powiedział cicho
- Rób ze swoim życiem co chcesz, zachowuj się jak chcesz, ale z takim człowiekiem nie chcę mieć nic wspólnego.
- Nie jestem taki Ola. Po prostu musiałem się wpasować w otoczenie. Byłem nowym uczniem.
- Takie masz tłumaczenie. Uważasz się za nie wiadomo kogo, a jesteś małym, szarym człowiekiem.
- Przepraszam Cię, zaczniemy od nowa? Zapomnij o tamtym.
- Jak chcesz.
- Też jesteś z Warszawy? - spytał z ciekawością
- Tak, niestety musiałam się przeprowadzić.
- Mogę wiedzieć dlaczego?
- Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć... Mój tata dostał lepszą ofertę pracy w Krakowie i nie miałam wyjścia. A ty czemu?
- Podobna sytuacja. Nie mogę się doczekać aż będziemy na miejscu.
- Ja też, chętnie poszłabym do Pizzy Hut koło Zamku - powiedziałam z uśmiechem
- Często tam bywałem.
- Ja też, z rodzicami jak byłam w podstawówce, potem jak jeździłam na wakacje to ze starymi znajomymi.
- Od jak dawna słuchasz metalu?
- Od dawna, ale nigdy nie słuchałam tak często. Wolałam rocka.
- Guns n Roses, AC/DC?
- Tak, ale potem zachciało mi się czegoś mocniejszego. Ty pewnie tylko rapsy?
- Owszem, ale lubię posłuchać czasem czegoś innego.
Gadaliśmy tak bardzo długo. W międzyczasie podłączyliśmy wspólnie nasze słuchawki i zagłębialiśmy się w metal. Straciłam świadomość gdzieś w połowie drogi. To znaczy zasnęłam. Zasnęłam w ramionach swojego nowego kolegi. Ten raczył mi o tym powiedzieć dopiero w Warszawie. Obudziło mnie lekkie gładzenie dłońmi po mojej twarzy. Obudziłam się z przerażeniem. Byłam zła na siebie i zaczęłam przepraszać Kamila. On się tylko uśmiechał. Było przed południem. Pojechaliśmy do centrum zostawić rzeczy w hotelu. Nasz wychowawca stwierdził, że po obiedzie pójdziemy coś pozwiedzać. Kiedy chciałam się rozpakować ktoś zaczął pukać do drzwi. Był to Kamil. Szaron akurat nie było bo już zeszła na obiad.
- Ola, co byś powiedziała na obiad ze mną na mieście?
- Pan Jankowski Ci pozwolił?
- Nom, stwierdził że znamy Warszawę i możemy zjeść na mieście. Pod warunkiem, że do nich później dołączymy.
- Dobrze, że jestem z Warszawy bo pewnie poszedłbyś sam - powiedziałam z sarkazmem
- Heh.. gdyby tak było to nawet bym o to Jankowskiego nie prosił. Potrzebujesz jeszcze trochę czasu?
- Nie, już jestem gotowa tylko założę kurtkę i buty.
- No to chodźmy.
Jeszcze przed wyjazdem miałam mieszane uczucia co do Kamila, jednak okazał się kimś innym. Tak myślałam. Po prostu towarzystwo go zmieniło. Na miasto byłam ubrana inaczej niż zwykle. Miałam na sobie jasne dżinsy, luźny biały sweterek, kolorowy szalik i skórzaną czarną kurtkę i glany. Kamil doskonale się wpasował, miał też jasne dżinsy, jasną koszulę i skórzaną kurtkę oraz standardowo conversy. Wyglądaliśmy jak jakieś gimby po tym jak namówił mnie na pamiątkowe zdjęcia. Robiliśmy sobie selfie wszędzie. Ehh ten szpan na japka. Nie wiedziałam, gdzie Kamil chce iść, ale wiedziałam że na obiad. Miałam nadzieje, że jesteśmy blisko bo byłam głodna. Kiedy znaleźliśmy się koło Zamku wiedziałam już gdzie zjemy. Oczywiście ulubiona i na zawsze Pizza Hut! ♥ Złożyliśmy zamówienie na Margheritę, jak się okazało naszą ulubioną.
Trochę nam się przedłużylo bo znowu zaczęliśmy gadać o całym życiu. Nie wiem czemu, ale w ciągu paru godzin zachowywaliśmy się jak przyjaciele z wieloletnim stażem. W końcu po 2 godzinach stwierdziliśmy, że trzeba się zbierać. Oczywiście Kamil zapłacił za wszystko. Nie chciał nawet słyszeć o zrzucie pieniędzy. Było około 16, ale było bardzo ciemno na dworze. Na szczęście całe Śródmieście było pięknie oświetlone. Kiedy wyszliśmy z budynku zaczął padać śnieg. Nie było go wiele, ale wywołał wielką sensację. Nie było się co dziwić, niedługo miały być święta. Kamil zaproponował powrót dłuższą drogą. Zgodziłam się. Pooglądaliśmy trochę Warszawy, naszego domu. Fajnie tak było na chwile wrócić i pomyśleć co by było gdyby. Przez ten cały czas w ogóle nie myślałam o tym co się działo w Krakowie. Byłam tylko ja, Kamil i Warszawa nocą. Po jakimś czasie mój nowy kolega zaczął się dziwnie przybliżać, a następnie objął mnie ramieniem i szliśmy dalej. Nie chciałam nic mówić, bo nie było to nic szczególnego. Kiedy już do hotelu mieliśmy niedaleko zdarzyło się coś, czego bym się nie spodziewała. Do Kamila podeszła grupka dziewczyn. Uśmiechały się podejrzanie i wyciągnęły telefony do zdjęcia. Odsunęłam się na chwilę na bok. Przypatrywałam się z oddali o co im chodzi. Mój kolega jak gdyby nigdy nic każdą obejmował i pozował do selfie. Bardzo mnie zszokowało. Zastanawiałam się "Kim on do cholery jest?". Po wszystkim podszedł do mnie trochę zmieszany.
- O co tutaj chodziło?
- Aaaa nic szczególnego.
- Aha, okej. - powiedziałam znowu swoim oschłym tonem
- Ola, miałem małą role w pewnym filmie i młode dziewczyny mnie teraz męczą.
- Mogę wiedzieć w jakim? O nie....
- Co?
- To ten film. O Powstaniu Warszawskim, grałeś jedną z głównych roli i mówisz o tym tak obojętnie?!?!?
- Tak wyszło, poszedłem na kasting bo chciałem zostać statystą...
- Dlaczego Cię nie rozpoznałam... byłeś inny w tym filmie.
- No troszkę, a poza tym nigdy na mnie nie patrzyłaś. Dlaczego więc miałem wydawać się znajomy? - spytał żartobliwie - I na iPhone zarobiłem sobie sam, ale miło że powiedziałaś co myślisz.
- Bożee, ale mi głupio - powiedziałam i usiadłam na ławce zawstydzona - Byłam taka niemiła a nie wiedziałam, że...
- Nawet lepiej, bo wiem że nie kumplujesz się ze mną bo zagrałem kiedyś w filmie.
- Ale źle Cię oceniłam, zbyt powierzchownie....
- Nie dziwię Ci się. Zachowywałem się jak dureń. Coś mi chyba uderzyło wtedy do głowy. Ale rozmowa z Tobą, możesz wierzyć lub nie, zmieniła mnie. Uświadomiłaś mi pare spraw.
- Doprawdy?
- Tak. Zawsze zwracałaś moją uwagę. Od kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłem w klasie. Od początku wydawałaś się taka dobra, przyjacielska, ale jednocześnie widać, że cierpisz. Nie chcesz tego po sobie pokazać.
- Aż tak bardzo jest to oczywiste? No, ale żadna ze mnie aktorka - powiedziałam w żartach
Po tych słowach Kamil zaczął dziwnie na mnie patrzeć. Jakby chciał mi coś powiedzieć. Siedzieliśmy tak na ławce, padał śnieg, prawie wszędzie ciemno. Po paru sekundach mojej analizy mój kumpel zrobił to, czego nie chciałam żeby robił. Jednak wcale się nie opierałam. Nachylił głowę w moją stronę i pocałował mnie. Nie był to jednak zwykły pocałunek. Poczułam się jak filmie. I wtedy uświadomiłam, że Kamil zapewne gra. Całował tak dobrze, że przed oczami stanęły mi wszystkie laski w klasie, na których miejscu teraz byłam. Odsunęłam się szybko i spytałam, jak każda dziewczyna w takiej sytuacji:
- Co ty robisz do cholery? Taki miałeś plan? Mnie też chciałeś zrobić wodę z mózgu?
- Co? Ola... Podobasz mi się od zawsze.
- No i co z tego? Dobrze widziałam, jak zachowujesz się wśród dziewczyn. Pewnie zaliczasz co tydzień inną, a teraz się romantyk znalazł!
- Może to tak wygląda, ale tak nie jest... proszę daj mi szansę.
- Mam chłopaka do cholery! Co ja mu teraz powiem?!?! - wstałam i zaczęłam rozpaczać
- Chłopaka zawsze można zmienić.
- No tak, ta twoja logika...
- Nie myśl o tym na razie, wracajmy już. Kiedyś jeszcze spróbuje, wtedy zadecydujesz. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Spotkanie

Przez kolejne dni rozmawiałam z Łukaszem jakby nic się nie wydarzyło. Przynajmniej tak mi się zdawało. Na większość dziewczyn pewnie taka romantyczna sceneria jak mój balkon i pocałunek byłyby czymś zajebistym. Dla mnie nie było. Ale mogłam trochę poudawać. Nie wracaliśmy do tego, ale też nie powiedziałam mu, że jest mi z tym źle. Znaliśmy się niewiele ponad tydzień. Chyba, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Bynajmniej nie dla mnie. Nie wierzyłam w coś takiego. Wtedy.
Ten tydzień był bardzo luźny jeśli chodzi o naukę. Nauczyciele nic nie zadawali bo pan Jankowski, mój wychowawca powiedział im, że nie będziemy mieć czasu na naukę. W czwartek spóźniłam się lekko na lekcje. Na całe szczęście pierwsza była religia. Nasz ksiądz był w porządku człowiekiem, więc nawet nie wpisał mi spóźnienia. W zamian za to po lekcji chciał ze mną porozmawiać. Bałam się, że jakoś dowiedział się o mojej sytuacji religijnej. Chodziło jednak o coś innego.
- Ola, mam pytanie. A właściwie prośbę.
- Zamieniam się w słuch - powiedziałam z uśmiechem
- Twój wychowawca wspomniał, że w gimnazjum udzielałaś się w różnych kółkach artystycznych, teatralnych.
- Stare czasy ....
- Ale jednak musisz mieć talent aktorski  - oznajmił miłym tonem
- Pewnie. Więc w czym mogę pomóc? - spytałam niepewnie
- Chciałbym abyś pomogła mi przy organizacji parafialnych jasełek w kościele.
- Ale ja nie należę do tego kościoła...
- To gdzie uczęszczasz? Pogadam z proboszczem.
- Wie ksiądz. Jest taka sytuacja....
Nie zdążyłam dokończyć. Do klasy weszła jakaś nauczycielka. W sumie dobrze. Było mi jakoś dziwnie głupio. Ale czemu? Dlatego, że nie byłam wierząca. Bardzo chciałam należeć do tej wspólnoty, mimo iż wielu nazywało kościół mafią. Nie chciałam mówić księdzu Robertowi o mojej sytuacji. Był młodym duchownym, wiem że nie potępiłby mnie ani nawet nie chciał nawracać. Był bardzo wyrozumiały. Mimo tego wstrzymałam się.
- Więc? - spytał
- Zgadzam się, oczywiście że wystąpię i pomogę w organizacji.
- To super. Dobrze, że mogę na kogoś liczyć. O spotkaniach będę ci pisał na fejsie. Tym czasem życzę miłego wypoczynku w Warszawie i bezpiecznej drogi.
- Dziękuję, do zobaczenia.
Po religii miałam tylko matematykę, fizykę i francuski. Szybko zleciało i mogłam wrócić do domu. Tego dnia Łukasz mnie nie odprowadził bo miał dodatkowe lekcje, po których miał do mnie wpaść. Było dopiero koło 13 więc pojechałam tramwajem pod galerie handlową. Nie chciało mi się siedzieć samej w domu. Postanowiłam kupić parę mniejszych kosmetyków na wyjazd. Po zakupach wpadłam kupić kawę. Napisałam mamie SMS-a gdzie jestem aby odebrała mnie wracając z pracy. Usiadłam w kawiarni i robiłam coś na telefonie. Dostałam wiadomość na fb od księdza czy miałabym czas po powrocie z wycieczki na spotkanie organizacyjne. Napisałam, że niedziela wieczór mi pasuje. Wtedy zza telefonu zauważyłam, że ktoś się do mnie przysiadł. Udawałam, że mam to gdzieś i sprawdzałam instagrama, snapa itp. Po paru minutach mężczyzna obok mnie powiedział:
- Myślałem, że się jeszcze kiedyś odezwiesz.
Poznałam go. Poznałam ten głos. Ten głos. Zawsze kiedy go słyszałam miałam dreszcze. Tak było i tym razem. Nie miałam pojęcia co robić. W końcu oderwałam wzrok od telefonu. Zobaczyłam twarz mężczyzny, do którego kiedyś żywiłam uczucie zwane miłością. Ale czy prawdziwą? Patrzył mi prosto w oczy i nic nie mówił. Stwierdziłam, że to chyba ja powinnam się odezwać.
- Dzień dobry, panie Szulc - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem
- Witam Cię Olu. Więc nie miałaś zamiaru się odezwać już nigdy?
- Dalej nie mam. Proszę mi wybaczyć, ale właśnie się zbierałam.
- Nie wyglądałaś jakbyś się miała gdzieś zbierać.
- Mam jeszcze załatwienia.
- Nie możemy pogadać jak dorośli ludzie, tak jak kiedyś?
- Nie jestem dorosła, wtedy też nie byłam. Najwyraźniej pan się pomylił co do mojej dorosłości.
- Sarkastyczna jak zawsze - powiedział uśmiechając się
- Żegnam.
- Proszę cię Ola, chyba tyle możesz dla mnie zrobić. Przejdźmy się, okej?
- Chwilę, tylko zadzwonię do mamy, że wrócę jednak sama. - powiedziałam niewzruszona, jednocześnie ciesząc się i bojąc o to co będzie
Wyszliśmy z galerii w milczeniu i szliśmy tak aż do pobliskiego parku. Wymyślałam w głowie co mogłabym mu powiedzieć. Ale jak to zwykle bywa, zawsze wychodzi inaczej niż się planowało.
- Czemu się nie odzywałaś? - spytał w końcu
- A powinnam była?
- Nie, ale mogłaś i chciałaś.
- A skąd pan to może wiedzieć?
- Mów mi po imieniu tak jak kiedyś, proszę cię.
- Niby czemu? W ogóle po co mnie odprowadzasz?
- Od razu lepiej - powiedział znowu się uśmiechając - Dawno cię nie widziałem. Chciałem sprawdzić czy dużo się zmieniło.
- Nic się nie zmieniło. Oprócz mnie.
- Widzę właśnie. Tylko czemu?
- Różne sytuacje życiowe zmieniają ludzi. Już nie jestem taką delikatną, wrażliwą dziewczynką, którą można manipulować.
- Nigdy cię za taką nie uważałem.
- Doprawdy? Dobra, pogadaliśmy. Będę lecieć.
- Ola! - powiedział łapiąc mnie za rękę
- Czego ty ode mnie chcesz? Mało miałeś czasu żeby mi zniszczyć życie?
- Posłuchaj, chciałem to naprawić w ostatni dzień szkoły.
- Naprawić? A żona to nic takiego?
- Rozwodzę się.
- Od ilu? Od trzech lat?
- Proszę przestań. Żałuję tego bardzo.
- Powiedz dokładnie czego żałujesz! Małżeństwa, kłamstw, czy tego że zrobiłeś mi nadzieję?
- Wszystkiego. Ale najbardziej tego, że pozwoliłem ci wtedy wyjść.
- Po co do mnie dziś podszedłeś? Już o wszystkim zapomniałam. Tak bardzo lubisz niszczyć ludziom życie? Kto wie czy byłam jedyna taka głupia?
- Ola, proszę cię. Spotkajmy się jeszcze. Chcę ci wszystko wyjaśnić na spokojnie.
- Ale ja już niczego od ciebie nie chcę. Daj mi spokój.
Po tych słowach odeszłam. Próbował iść za mną, ale zagroziłam że zacznę krzyczeć. Dziecinne, ale zadziałało. Nie wiem co ja sobie wtedy myślałam. W głowie miałam tylko jedno "Kurwa, Ola co ty robisz?" Gdy analizuje to spotkanie, wiem że serce biło tak samo mocno jak przed rokiem. Chciałam go przytulić, a nawet pocałować. Szczerze, nie obchodziło mnie to, że miał żonę. Obchodziło mnie tylko to, że kłamał i jako nauczyciel zachował się niestosownie. Z perspektywy czasu tak właśnie uważałam. Stwierdziłam, iż gdyby miało to być coś prawdziwego i na zawsze, to zaczęłoby się w te wakacje. A nie kiedy miałam 15 lat, cholera! Im bardziej dorastałam tym bardziej ta "miłość" stawała się niedorzeczna. Mimo tego, że prawie zapomniałam, to w głębi serca poczułam się tak jak kiedyś. Chociaż może dlatego, iż brakowało mi po prostu faceta. Chodziłam chwile sama po parku aż przypomniałam sobie o spotkaniu z Łukaszem. Byłam spóźniona. Zajebiście. Napisałam mu SMS-a, że zaraz będę. Przyszłam do domu po 20 minutach. Niby byłam, ale mnie nie było. Ciągle myślałam o Michale. Gdy weszłam mój kumpel siedział w salonie z moimi rodzicami.
- Ola, gdzie ty byłaś? - spytał tata
- Przypomniałam sobie, że pare rzeczy mi brakuje na jutro - powiedziałam jednym tchem
- Chodź, zjesz coś - zakomunikowała mama
- Nie, dzięki. Jadłam w galerii. Łukasz idziesz do mnie bo będę się pakować?
- Pewnie, po to tu jestem.
Po chwili byliśmy w moim pokoju na piętrze. Odłożyłam zakupy na biurko. Wtedy "mój kumpel" przytulił mnie od tyłu. Wiedziałam co to znaczy. Domyśliłam się, że zaraz będzie wyznawał mi miłość. Stojąc tak i nie oddychając wymyśliłam co mu powiem. Stwierdziłam, że można spróbować. Choćby serce tego nie chciało.
- Łukasz, co ty robisz? - spytałam, niby zaskoczona
- Kocham cię, od pierwszego wejrzenia Ola...
Tego bym się nie spodziewała. Myślałam, że powie coś w stylu: "Spodobałaś mi się od pierwszego wejrzenia" bądź "Podobasz mi się, bądźmy razem". Wiem głupie alternatywy, ale chyba bardziej prawdopodobne niż "Kocham cię".
- Wiesz w ogóle co to słowo znaczy? Wiesz co to znaczy kochać? - spytałam trochę głośniejszym tonem
- Wiem. To, że gdy cię widzę zapominam o zmartwieniach. To, że czekam godzinami na to żeby cię spotkać i nie myślę o niczym innym.
- Może mylisz to z zauroczeniem.
- A ty kochałaś kiedyś?
- Nie wiem, tak mi się zdawało. Łukasz, przepraszam. Nie chcę, żebyś cierpiał czy coś. Ja na razie nie czuję tego do ciebie, co ty do mnie. Może z czasem. Ale teraz poszukaj sobie kogoś lepszego.
- Nie rozkażę twojemu sercu by coś do mnie poczuło, ale czy nie możemy spróbować? Kto wie co z tego wyjdzie? Zrozumiem jeśli kiedyś mnie zostawisz dla tego, którego kochasz. Pocierpię, ale przestane z czasem. Teraz chcę mieć ciebie przy sobie. Chce być choć teraz szczęśliwy.
- Ale jest tyle fajnych dziewczyn dookoła, które mogłyby to docenić. Ja nie wiem czy kiedyś to zrobię.
- Nie każę ci niczego doceniać. Po prostu spróbuj być ze mną szczęśliwa.
- Jestem, uwierz mi. Podobasz mi się, masz świetny charakter. Mamy tyle wspólnego.
- To nie widzę problemu. Czas dopełnić formalności. A więc, zostaniesz moją dziewczyną? - spytał i uklęknął uśmiechnięty
- Weź wstawaj, pewnie że zostanę. - powiedziałam z udawanym uśmiechem
Wiedziałam, że to nie wypali, ale chciałam spróbować. Może faktycznie jak się jest z kimś innym, to zapomina się o tym kogo się "kocha". Po całym wyznaniu ze strony Łukasza posiedzieliśmy chwilę na łóżku, a potem leżeliśmy w siebie wtuleni. O dziwo było mi bardzo miło. Przytulałam się do wyrzeźbionej klaty "mojego chłopaka" jednocześnie wyobrażając sobie kogoś innego. Ehhh.... Leżąc tak obok niego zaczęłam poważnie zastanawiać się nad swoim życiem. Nie no, nie aż tak. Ale zastanawiałam się, czemu taka dziewczyna jak ja udaje taką nietykalną, nie wiem jak to nazwać. Zachciało mi się wielkiej miłości. Przecież w nią nie wierzyłam. Stwierdziłam więc, że po powrocie z Warszawy Łukasz pozna mnie z nieco innej strony.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Inny punkt widzenia

Minął tydzień od kiedy poznałam Łukasza. Okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań i tematów do rozmów. Niecodziennie kończyliśmy o tej samej porze. Mimo tego on zawsze czekał aż moje lekcje dobiegną końca. Widziałam, iż strasznie wkręcił się w tą znajomość. Ja - próbowałam. Poważnie. Miałam nadzieje, że dzięki Łukaszowi zapomnę o przeszłości. No cóż. Można po części powiedzieć, że chciałam go wykorzystać. Podobał mi się, był chłopakiem przystojnym, wymarzonym. Słuchaliśmy oboje rocka, ale też wciągnął mnie w metal. Mimo zaledwie tygodnia, zmienił mnie. Z wiecznie poukładanej, z pozoru grzecznej stałam się zbuntowaną metalówą. Chciałam taka być, taka jak on. Chciałam mieć wszystko gdzieś, nie przejmować się przeszłością i przyszłością, żyć teraźniejszością. Znajomość z nim uczyła mnie czegoś nowego każdego dnia. I dużo nauczyła...
Moja wycieczka klasowa zbliżała się. Pozostał tylko tydzień do odwiedzin "domu" - bo tak nazywałam Warszawę. Mimo tego iż mieszkałam w Krakowie już od trzech lat tęskniłam za stolicą. Oczywiście, odwiedzałam dziadków regularnie - co miesiąc lub dwa. Nie dzieliły nas tysiące kilometrów, ale moi rodzice byli wiecznie zapracowani, a sama do Warszawy jechać nie mogłam. Nie tęskniłam tylko za rodziną. Kochałam to życie. Wieczny zamęt, pośpiech. Byłam co prawda tylko w szóstej klasie, ale już wtedy mi się to podobało. Kraków to miejsce spokojnie, mimo że jest dużym miastem. Różni się jednak od Warszawy bardzo. Inni ludzie, inne podejście do życia. Nikt się aż tak bardzo nigdzie nie spieszy. Ja tak niestety nie potrafiłam. Bardzo chciałam wrócić do "domu". Szczególnie po przeżyciach z gimnazjum. Cieszyłam się na piątkowy wyjazd aczkolwiek miała to być wycieczka (tylko) 3-dniowa.
W poniedziałek mama dostała dzień wolny i pozwoliła mi zostać w domu. To znaczy nie iść do szkoły. W domu nie zostałyśmy. Postanowiłyśmy wybrać się na zakupy do Bonarki. Miałam zaopatrzyć się w coś nowego na wycieczkę. W drodze zdarzył się wypadek i musiałyśmy długo czekać na przejazd. Mama korzystając z okazji zaczęła wypytywać:
- Masz w szkole jakiś fajnych chłopaków? - spytała z uśmiechem
- Mamooo...
- Tylko pytam. Z resztą mam prawo. Widuję Cię ostatnio z jakimś długowłosym. - powiedziała śmiejąc się
- Skąd ty?
- Nie tylko ty wracasz tamtą drogą córeczko.
- To tylko taki kolega....
- Wydaje mi się, że jest całkiem w twoim typie. A wiem jaki masz typ. Może przyjść kiedyś po szkole.
- Po co? To tylko kolega! Proszę mamo - zaczęłam się śmiać
- No właśnie dlatego, że to tylko kolega. Możecie razem się pouczyć, albo pogadać. Co chcecie. Nasz dom jest otwarty na każdego twojego znajomego.
- No dużo ich nie mam.
- Może być mało, ale ważne żeby byli prawdziwi. Jutro możesz zaprosić tego kolegę bez imienia, Szaron i Omara. Zamówię wam coś do jedzenia.
- Łukasz.
- Ty wiesz, że tata ma tak na drugie?
- Mamo błagam, przestań. Od razu illumianti bo urodził się 13-tego?
- Hahaha. Już nie przesadzaj. Ale możesz mi powiedzieć o nim coś więcej.
- Łukasz Dąbrowski, mieszka na Sosnowej, 18 lat.
- Oooo starszy.
- Bardzo.
- Ola, przestań z tym sarkazmem.
- Sama zaczynasz mamo i nie śmiej się tak ze mnie - mówiłam śmiejąc się
- Przecież żartuje kochana moja.
Droga do galerii handlowej przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Moja mama była bardzo hmm.. wyluzowana. Mimo tego, iż na co dzień była panią doktor z bardzo profesjonalnym podejściem do wszystkiego, można było z nią pogadać i pożartować. Była nie tylko kobietą, która nosiła mnie pod sercem przez 9 miesięcy. Była przyjaciółką i psychologiem w jednym. Z każdym (prawie) problemem przychodziłam do niej. Czasem miałam wrażenie, iż minęła się z powołaniem. Lubiła mnie słuchać, ale też dużo mówiła. Nie byłam typowym rozpieszczonym dzieciakiem, gdzie rodzice go olewają i kupują wszystko co chce. Rodzice mnie bardzo kochali i czułam to na każdym kroku. Chcieli dla mnie jak najlepiej, dlatego też kupowali mi dużo fajnych rzeczy. Na tym się nie kończyło. Jeździliśmy razem na wakacje, wychodziliśmy wspólnie co weekend. Nigdy nie dali mi odczuć samotności z powodu braku rodzeństwa, na które nie miałam już co liczyć. Powodem wcale nie była praca, zaspokojenie własnych ambicji, czy ograniczenia w sprawie jakichkolwiek wyjazdów. Urodziłam się z wadą serca. Moi rodzice nie potrzebowali rad innych lekarzy, sami nimi będąc. Dobrze wiedzieli, że każde kolejne dziecko będzie jeszcze bardziej chore lub umrze. Nie chcieli ryzykować. I tak przeze mnie dużo wypłakali.
Nie czułam jakoś, że przez chorobę rodzice troszczą się o mnie jeszcze bardziej i nigdy tego nie wykorzystywałam. Z resztą moja choroba ustępowała z wiekiem. To znaczy nigdy całkowicie, ale można się było przyzwyczaić. Po prostu zbyt wielki wysiłek mógł mnie wykończyć. Dlatego też rzadko jeździliśmy w góry (które lubiłam), a lecąc samolotem musiałam mieć przy sobie mały "sprzęt".
Na zakupach spędziłyśmy jakieś trzy godziny. Kupiłam kilka dodatkowych swetrów i botki. Jesień była zimniejsza niż zwykle, dlatego też mama zaopatrzyła mnie w bardzo fajną, kolorową czapkę i szalik. W końcu zbliżał się grudzień - koniec semestru. Nie martwiłam się o oceny. Praktycznie pół roku tkwiłam w domu ucząc się. W końcu uczyłam się, żeby iść na prawo. Z pomocą rodziców wybrałam ten zawód. Mimo, iż zawsze marzyłam o wykładaniu historii. No, ale trzeba myśleć przyszłościowo. Chciałam mieć dobrą pracę i świetne zarobki. Po szaleństwie zakupów pojechałyśmy do domu, gdzie czekał na nas tata. Był wcześniej niż zwykle. Powodem był obiad, na który nas zaprosił. Mało tego zaprosił również Łukasza. Trochę mnie to zszokowało. Podobno widział go jak wracał ze szkoły... Ta jasne. Szybko poszłam do pokoju się ogarnąć, tak samo jak rodzice. Usłyszałam dzwonek do drzwi. To był mój kolega. Wiedziałam co rodzice kombinowali. Chcieli za wszelką cenę znaleźć mi chłopaka abym częściej wychodziła z domu albo po prostu nie siedziała sama w pokoju. Ukradkiem spojrzałam ze schodów w dół. Łukasz wyglądał zupełnie inaczej niż zwykle. Miał jasną koszule, garniturowe spodnie, ale co mnie najbardziej zszokowało. Miał na głowie bardzo modnego ostatnimi czasy koka. Wyglądał dziwnie, ale można się było przyzwyczaić. No i zgolił długą brodę. Postawił na lekki dwudniowy zarost. Można się było zakochać. Tylko ktoś tak głupi jak ja by z tego nie skorzystał. Mama po kilku minutach znalazła się z powrotem na górze aby dalej się przygotowywać. Łukasz siedział z moim tatą w salonie, rozmawiali. Mieli o czym. Mój kolega wybierał się na medycynę. Ubrałam małą czarną z długim rękawem i baleriny. Tata nie fatygując się wiele wysłał mi SMS-a, że mamy pół godziny na dojazd i mam się pospieszyć. Spięłam włosy w warkocza i byłam gotowa. Schodząc z mamą po schodach, usłyszałam od niej "Widziałaś jak świetnie wygląda?". Nie odpowiedziałam nic, tylko się uśmiechnęłam. Po kilku minutach siedzieliśmy w samochodzie. Tata włączył radio nieco głośniej, tak żebyśmy mogli pogadać z Łukaszem nie bojąc się o podsłuchiwanie.
- Nic nie wiedziałam o dzisiejszym ... - zaczęłam
- Wczoraj po południu byłem w parku. Twoi rodzice mnie rozpoznali i zaproponowali dzisiejsze popołudnie.
- Tak mi głupio, przepraszam. - powiedziałam zażenowana
- Nie masz za co. Masz bardzo fajnych rodziców - oznajmił uśmiechnięty
- To może w tygodniu po szkole do mnie wpadniesz?
- Nie wiem co twoi rodzice na to.
- Oczywiście, że możesz przyjść - powiedzieli chórem
Nie podsłuchiwali. Jasne. Było mi głupio, ale jednocześnie chciało mi się śmiać. Myślałam, że może właśnie dzięki inicjatywie rodziców otworze się na Łukasza. Po mile spędzonym obiedzie odwieźliśmy mojego kolegę i pojechaliśmy do domu.
- I jak się podobało? - spytał tata
- Było okej, ale byłoby lepiej gdybym o tym wiedziała - powiedziałam z udawanym fochem
- Dobra, dobra. Przecież się umówiliście przed twoim wyjazdem.
- Jadę tylko na trzy dni tato!
- Ale może wyrwiesz przez ten czas jakiegoś warszawiaka i będziesz chciała zamieszkać u dziadków - powiedział przez śmiech
- I tak byście mi nie pozwolili, nie raz o to pytałam.
- Byłaś jeszcze dzieckiem, poza tym tęsknilibyśmy za tobą.
- Za dwa lata zaczynam studia, także no...
- Na Jagiellońskim także spokojnie.
- A gdy zechcę iść na Warszawski?
- To pojedziesz do Warszawy - powiedziała mama
- Oj Olcia, jeszcze ci się znudzi ta stolica - dodał tata
Po powrocie do domu zadzwoniłam do Szaron, żeby wysłała mi notatki przez fb i przebrałam się w dresy. Mama zaczęła przygotowywać sałatkę na kolacje, a tata siedział przy papierach. Ja przez ten czas uzupełniłam najważniejsze rzeczy w zeszytach i poukładałam nowe rzeczy do szafy. Schodząc na dół usłyszałam dźwięk wiadomości mojego telefonu. Napisał Łukasz. Spytał czy będzie mógł zadzwonić koło 22. Myślę - późno trochę, ale odpisałam OK. Po zjedzeniu kolacji, pomogłam mamie posprzątać. Posiedziałam z rodzicami chwilę w salonie. Oglądaliśmy jakiś film akcji. Znudziło mi się to trochę. Pożegnałam się i powiedziałam, że idę spać. Tak na prawdę poszłam na balkon i czytałam książkę. Czekałam na telefon od Łukasza. Około 22.15 dostałam SMS-a "Przepraszam za spóźnienie". Po chwili usłyszałam jak ktoś próbuje wspiąć się na balkon po drabince dla róż. Zobaczyłam twarz szalonego rockmena, taką jak wtedy gdy zobaczyłam go po raz pierwszy. Miał rozpuszczone włosy i był cały na czarno. Byłam zdezorientowana. Po chwili był na balkonie.
- Nie mów, że to sprawka moich rodziców?
- Ehhh.. nie. Raczej by mnie nie wpuścili o tej porze, dlatego też wszedłem tak a nie inaczej - powiedział i przytulił mnie mocno
- Co ty tu robisz tak w ogóle? - spytałam szeptem
- Stęskniłem się - powiedział uśmiechając się
- Widzimy się jutro w szkole.
- Jesteś zła? - spytał smutny
- Nie. Nie jestem. Po prostu.... nigdy nie miałam takiej sytuacji. Nie wiem jak się zachować.
- Czasem trzeba posłuchać serca, a nie rozumu... - powiedział i zamknął mi usta pocałunkiem

wtorek, 5 maja 2015

Ślady

Pierwszy dzień w szkole wyglądał lepiej niż się spodziewałam. Po godzinnej akademii i przydziale wychowawców wraz ze swoimi nowymi znajomymi ruszyliśmy do klasy. Czekając na nauczyciela był czas na tak zwaną "obczajkę". Widziałam, że gapią się na mnie w szczególności dziewczyny. No cóż, nie ubrałam się tak ekstrawagancko jak moje koleżanki. Miałam czarne spodnie, podkoszulek z AC/DC, czarny żakiet i glany. W porównaniu z nimi wyglądałam hmm... bynajmniej żałośnie. Po prostu nie chciałam aby ludzie pomyśleli, że jestem taka jak wszyscy. Po kilkunastu minutach patrzenia w ścianę do klasy wszedł mężczyzna w średnim wieku z charakterystyczną wielką, rozwalającą się teczką. To był mój wychowawca - Piotr Jankowski, nauczyciel WOS-u. Przywitał się przyjaźnie i wyciągnął kopie naszych świadectw oraz punktacje egzaminów gimnazjalnych. Wyczytywał wszystkich po kolei i wyrażał swoją opinie na temat wyników w poprzedniej szkole. Przyszła i kolej na mnie:
- Aleksandra Werner?
- Tak, słucham.
- Co ty robisz w tej szkole dziecko? - spytał z podejrzanym uśmiechem
- Panie profesorze, przyszłam się uczyć. - oznajmiłam
- Powinnaś iść do lepszego liceum. 183 punkty? Dawno nie mieliśmy tu kogoś takiego.
- Po prostu egzaminy mi dobrze poszły, to wszystko.
- Laureatka olimpiady z wiedzy o społeczeństwie... Czyli mogę się spodziewać twojej aktywności na lekcjach? - uśmiechnął się przyjaźnie
- Oczywiście. Uwielbiam historię i WOS, dlatego jestem w tej klasie.
- Tak w ogóle to jesteś z Krakowa? Widzę, że szkoła podstawowa ukończona w Warszawie. A jak z gimnazjum?
- Jestem z Warszawy, ale mieszkam w Krakowie od 3 lat. Chodziłam do gimnazjum na Stromej.
- Prywatne, prawda? Kojarzę tę szkołę, uczy tam mój były uczeń.
-Tak, zgadza się.
Po tych słowach skończyliśmy dyskusję. Już po godzinie stwierdziłam, że mój wychowawca jest świetny. Na pierwszej lekcji już zaczął mówić o wycieczce klasowej. Nikogo nie oceniał z powodu gorszego zachowania czy ocen - mówił co trzeba poprawić i jak, żebyśmy uczyli się jeszcze lepiej. Pierwszy tydzień był tygodniem zapoznawczym - mieliśmy głównie lekcje z panem Jankowskim, panią pedagog i panią psycholog. Zajęcia te miały na celu integracje z klasą. Mi to jakoś szczególnie nie wychodziło. Nie miałam ochoty z nikim gadać. Kiedy inni na przerwach rozmawiali, śmiali się - ja siedziałam na korytarzu ze słuchawkami na uszach zagłębiając się w ulubioną muzykę. Byłam strasznie samotna, ponieważ moi znajomi wybrali technikum lub liceum na drugim końcu Krakowa. Dni mijały i zaczęły się pierwsze prawdziwe lekcje (te z kartkówkami i odpowiedziami ustnymi). Rozpoczęłam bardzo dobrze. Może dlatego znajomi z klasy mieli do mnie jeszcze większy dystans. Nikt nie lubi kujonów - a właśnie za taką byłam uważana. Kiedyś w toalecie podsłuchałam jak moje "koleżanki" mówią o mnie: "Bogata kujonka, która myśli, że jest fajna". Obmowy zaczęły się od momentu kiedy zauważyły że mam iPhone6 i drogie ciuchy. Sama nigdy tego nie chciałam. Los jednak sprawił, że byłam jedynaczką i zostałam obdarowana przez rodziców nie tylko miłością, ale i drogimi rzeczami, które miały wynagrodzić ich ciągłą nieobecność. Moi rodzice to oboje lekarze i pochodzą z Warszawy. Mieszkałabym tam nawet do teraz, gdyby tata ne dostał dużo lepszej propozycji w Krakowie. Im lepsza praca tym więcej pieniędzy. Gdy byłam w gimnazjum lubiłam wydawać i na dodatek "lansować" się tym. Takie coś jednak nie było do końca w moim stylu. Mimo tego, że się buntowałam co do drogich prezentów - zawsze mi coś kupowali. Z jednej strony fajnie, z drugiej - nikt nie chciał się ze mną zadawać. Chyba, że puste laski kumplujące się tylko z bogatymi. Idiotyzm.
Na dodatek wyróżniałam się stylem. Kiedy 99% dziewczyn w szkole miało na sobie luźne bluzy, rurki i air force, ja miałam czarną mini, czarną koszulkę, trampki. Uwielbiałam czarny. Zdałam sobie jednak sprawę, iż mój ubiór zwraca zbyt dużą uwagę. Po jakimś czasie zaczęłam ubierać się jak 99% "koleżanek". Ale to już zupełnie inna bajka. W ciągu pierwszych tygodni miałam podjąć decyzję, czy uczęszczać na lekcje religii. Moi rodzice powiedzieli, że zrobię jak uważam. Zostałam wychowana na ateistkę, jednak czasem pojawiałam się w kościele. Właśnie w tym, gdzie zazwyczaj msze sprawował mój katecheta. Okazał się bardzo fajnym człowiekiem i mądrze mówił. Postanowiłam nie wypisywać się z religii, również przez wzgląd na to, iż w przeciwnym wypadku byłabym jedyną "taką" w klasie. Wolałam też nie wspominać, że nie mam chrztu. Miałam tylko wierzyć w siebie i doskonalić swoje umiejętności.
Klasa ogólnie była bardzo zróżnicowana, miałam w klasie muzułmanina, żydów, ciemnoskórych. Właśnie z nimi pierwszymi nawiązałam jakąkolwiek rozmowę. W ławce siedziałam z Szaron, rdzenną Polką wyznającą judaizm. Bardzo ładna dziewczyna. Miała czarne włosy, brązowe oczy i jasną karnację. Dla kogoś kto jej nie znał mogła wydawać się dziwna. Ubierała się na czarno zupełnie jak ja i na dodatek słuchała tej samej muzyki. Okazało się, że ona i Omar mają się ku sobie, mimo tego, iż dzieliło ich wiele. Tak ogólnie to w przeciągu miesiąca nawiązały się pierwsze przyjaźnie "na zawsze". Albo i związki. Czułam się jeszcze bardziej jak taki typowy "no life". Na początku października do klasy doszedł nowy kolega. Wyróżniał się na tle innych chłopaków. Był bardzo przystojny. Wszystkie dziewczyny zachwyciły się jego urodą, stylem bycia. No dobra. Nie powiem, że ja nie. Z wyglądu podobało mi się wielu, ale nie jestem z tych "lecących" tylko na coś co widać gołym okiem. O wiele bardziej zwracałam uwagę na poczucie humoru, zainteresowania itp. O "nowym" wiedziałam tylko tyle, że nazywa się Kamil Zieliński i przeprowadził się do Krakowa z Warszawy - zupełnie jak ja. Na początku wydawał się miły. Później jednak zauważyłam, że kumpluje się z największymi tapetami w klasie. Stwierdziłam, iż nie jest wart najmniejszej uwagi. "Lansował się" wszystkim - telefonem, butami, ubraniami. W mojej klasie nie było ludzi, że tak powiem mających mniej. W mojej klasie było w luj ludzi zawistnych albo takich, którzy przyjaźnią się tylko z ludźmi na swoim poziomie. To wszystko odzwierciedlało to, iż z "nowym" trzymały się tylko koleżanki.
Czas mijał szybciej niż mogłam się spodziewać. Nastąpił listopad. Coraz bardziej odcinałam się od gimnazjum, zaczęłam żyć nowym życiem. Moją jedyną koleżanką była Szaron, a kolegą jej chłopak Omar. Życzyłam im jak najlepiej, byli piękną parą i moimi jedynymi bliższymi znajomymi. Mimo tego, iż prawie wszystko zostawiłam za sobą, los chciał mi co nieco przypomnieć. Na lekcji wychowawczej gadaliśmy z panem Jankowskim o wycieczce klasowej, która miała odbyć się za dwa tygodnie. Cieszyłam się do momentu, gdy nie dowiedziałam się, że jedziemy do Warszawy. No, ale cóż - praktycznie nikt z klasy w stolicy nie był. Siedziałam w pierwszej ławce (choć nie chciałam), więc kiedy wszyscy zaczęli już gadać na swoje tematy mój wychowawca spytał mnie:
- Ola, czy ciebie uczył Michał Szulc ?
- Tak - powiedziałam  smutna słysząc jego nazwisko
- To właśnie jego uczyłem. Daje sobie rade ?
- No tak, bardzo dobry nauczyciel, uczył mnie historii i WOS-u.
- Masz duże osiągnięcia z tych przedmiotów. Może będziesz kolejną moją uczennicą, która zostanie nauczycielką. - powiedział z uśmiechem
- Bardzo możliwe - oznajmiłam
Zabolało. Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś o "tym" znowu przypomni. Spaliłam listy, a te z poczty elektronicznej usunęłam. W moim życiu nie było już po Michale śladu. Posmutniałam, ale skąd mój wychowawca miał wiedzieć, że ta rozmowa tak na mnie podziała. Moje złe samopoczucie zauważyła Szaron. Mimo, iż wiedziałam o jej pełnej dyskrecji, nie byłam w stanie jej powiedzieć. Nie chciałam tego rozgrzebywać i przeżywać na nowo. Po korytarzu chodziłam jak żywy trup, słuchając smutnej muzyki. Na lekcji byłam nieobecna. Może się to wydawać dziwne. Nie łączyło mnie z tamtym człowiekiem prawie nic, jednak wspomnienie o nim było bardziej bolesne niż jakikolwiek ból fizyczny. Niejednokrotnie zastanawiałam się, jakby teraz wyglądało moje życie, gdybym w dniu zakończenia roku szkolnego nie odeszła. Po długich przemyśleniach stwierdziłam, że tak samo. Po prostu cierpiałabym jeszcze bardziej, a on miałby satysfakcje, że rozkochał w sobie kolejną naiwną uczennicę.
Wychodząc z klasy jako pierwsza, gwałtownie otworzyłam drzwi. Okazało się to bardzo bolesne dla osoby będącej po drugiej ich stronie. Szybko spostrzegłam jak jakiś chłopak stoi przy ścianie i trzyma się za głowę. Nie zastanawiałam się długo i podbiegłam spytać czy wszystko w porządku. Poszkodowany okazał się ... zupełnie nieprzeciętny. Usiadłam z nim na ławce, zmuszona przez ewentualne wyrzuty sumienia. Gdy tylko odgarnął swoje długie włosy ujrzałam brązowe, duże oczy i sporą brodę, którą hodował zapewne dla ulepszenia całego wizerunku. On również spoglądał na mnie.
- Świetnie wyglądasz - powiedział z zachwytem
- Ty również - oznajmiłam
- Dlaczego cię jeszcze nigdy nie widziałem?
- Jestem z pierwszej klasy, a ta szkoła jest dosyć duża.
- No tak, ja jestem z 3. Masz dobry gust muzyczny - wskazał na moją koszulkę
- Ty również jak widzę. Tak w ogóle to Ola jestem.
- Łukasz. Nie wiesz jak się cieszę, że dostałem od ciebie drzwiami - powiedział śmiejąc się
- Ale wszystko okej? - spytałam z uśmiechem
- Okej, ale byłoby lepiej gdybyś dała się zaprosić na spacer. O której kończysz?
- Właściwie to teraz powinnam być w drodze do domu.
- Ja też, więc może dasz się odprowadzić?
- Nie widzę przeszkód - powiedziałam
Przeszliśmy się przez park i okazało się, że Łukasz mieszka bardzo blisko mnie. Dzieliły nas dwie ulice. Zaproponował abyśmy codziennie razem wracali. Nie miałam powodów się nie zgodzić. Swoją drogą był bardzo miły i mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów do rozmowy.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Nowy początek

Rozpoczęcie liceum oznacza dla większości nowe życie, nowych znajomych, nowe doświadczenia. Myślałam podobnie. Też chciałam zacząć wszystko z czystą kartą, chciałam zapomnieć o gimnazjum. Był to bardzo ciężki okres w moim życiu. Jak to zwykle bywa zakochałam się, owszem - ze wzajemnością. Problem był jeden - w kim. Znałam go od klasy pierwszej. Widział, jak z każdym rokiem się zmieniam w pewną siebie dziewczynę. Mimo tego, że miałam powodzenie nie chciałam mieć chłopaka. Wolałam mieć dużo przyjaciół - szczególnie płci przeciwnej. Kiedy inne dziewczyny biegały po galeriach handlowych i kosmetyczkach, ja pędziłam na boisko grać w piłkę nożną. Z czasem zamieniłam sport na książki. Nie, nie byłam kujonką. Poważnie. Nigdy nie byłam dobra we wszystkim. Owszem średnie wybiegały poza normę, ale szczególnie wyróżniałam się na lekcjach historii. Jakoś w połowie drugiej gimnazjum mój nauczyciel to zauważył. Zaproponował mi wzięcie udziału w ogólnopolskim konkursie. Miałam wątpliwości, jednak zgodziłam się. Okres przygotowań pokazał mi, że jest to przedmiot, który kocham i chcę wiązać z nim przyszłość. Ale nie tylko historię pokochałam. Przygotowania ruszyły w maju z wielkim rozmachem. Konkurs miał odbyć się w październiku, co oznaczało, że wakacje będą pracowite. Chodziłam na lekcje dodatkowe. Oczywiście nie sama. Miałam kilku konkurentów, jednak żadnych konkurentek. Wszystkie materiały, które dostawałam od nauczyciela wydawały się zbyt proste. Pan Michał Szulc niejednokrotnie chwalił mnie na forum publicznym, ale też prywatnie. Często po lekcjach opowiadał mi różne ciekawostki, jak i również mówił o sobie. Chętnie też słuchał. Podziwiałam go za to, że w tak młodym wieku był już doktorem. Był moim autorytetem i wzorem. Nasza wspólna pasja pozwalała na to, że mimo naszych stosunków uczeń-nauczyciel staliśmy się również przyjaciółmi. Oczywiście tylko po lekcjach. Koniec drugiej klasy się zbliżał. Oznaczało to dwa miesiące bez lekcji historii. Miałam lekką załamkę, ale ten czas minął szybko. Zmieniłam się, bardzo. Mimo, że zawsze byłam poważna, poukładana to po wakacjach byłam jeszcze bardziej. Wydoroślałam. Z małej dziewczynki przekształciłam się młodą kobietę z długimi blond włosami oraz jasnymi niebieskimi oczami, które zaczęły zauważać więcej detali i szczegółów. Właśnie ta wrażliwość na szczegóły doprowadziła do ogromnych zmian w moim życiu uczuciowym.
Nie tylko ja się zmieniłam. Tak, znajomi też. Jednak największą uwagę przykuł on - historyk. Wcześniej wyglądał i zachowywał się jak dwudziestoparolatek. Wtedy jednak zmienił się w eleganckiego trzydziestolatka.
Nie znałam jego wieku. Nie było mi to potrzebne. Na rozpoczęcie roku szkolnego ubrałam się lepiej niż kiedykolwiek. Przyjaciele w żartach mówili, że wyglądam jak nauczycielka. Uradowana tymi słowami zaczęłam szukać pana Szulca, z którym przez wakacje korespondowałam. Wymienialiśmy się głównie spostrzeżeniami na temat zbliżającego konkursu, ale też pisaliśmy o różnorako spędzonych wakacjach. Znalazłam i uśmiechnęłam się. Podszedł do mnie i nie mógł nadziwić się tym jak wyglądam. Pamiętam to doskonale. Powiedział wtedy: "Teraz będzie mi jeszcze ciężej skupić się na prowadzeniu lekcji". Bardzo mi schlebiały jego słowa. Jednak uważałam to za zwykłe pochwały dla uczennicy-przyjaciółki. Na początku nic się nie zmieniało. Aż do ogłoszenia wyników konkursu. Brakło mi 2% do kolejnego etapu. Ta sytuacja bardzo podrażniła moje ambicje. Na lekcjach historii stałam się wręcz nieobecna. Lekcje dodatkowe opuszczałam notorycznie. Czułam, że zawiodłam osobę, która pokładała we mnie największe nadzieje.
Na zajęciach patrzyłam zazwyczaj w ścianę. Gdy pan Szulc zadawał pytania dodatkowe - nie zgłaszałam się. Moja przyjaciółka wcale mi nie pomagała:
- Ola! Ale Szulc się na ciebie gapi - mówiła Lidka
- Wcale mu się nie dziwie. Największa porażka 2013 roku.
- Nie chodzi mi o konkurs. Gapi się już od dawna.
- Daj spokój ! - szeptałam
- Tak tylko mówię.
Miała rację. Czułam na sobie jego wzrok już od września. Moje aspiracje konkursowe chyba nie miały z tym nic wspólnego. Jednak nie chciałam o tym myśleć. Chciałam się od niego odciąć jak najszybciej. W moim przypadku jednak nie było to takie łatwe, biorąc pod uwagę naszą znajomość.
- Wiem, że znałaś odpowiedzi. Czemu się nie zgłosiłaś ? - spytał po lekcji
- Może akurat nie znałam ?
- Ola co się dzieje ?
- Niech mi pan nie mówi, że nie widział wyników.
- Myślisz, że jakiś konkurs zmieni to, że jesteś wybitnie inteligenta z historii ?
- Tak. W szczególności, iż miałam tak wielką pomoc z pana strony.
- Jakbym rozpatrywał wszystkie konkursy, które mi nie poszły, to bym cię nie uczył - powiedział z uśmiechem - Proszę, uśmiechnij się. Jesteś wtedy jeszcze piękniejsza.
- No na pewno - dodałam z sarkazmem i wyszłam
Ta rozmowa jeszcze bardziej mnie zasmuciła. Nie wiedziałam już co myśleć o tej całej sytuacji. Wiedziałam tylko, że nie mogłam pokazać przed ulubionym nauczycielem swojej niewiedzy. Porażka zmotywowała mnie do jeszcze większego zaangażowania. Z każdą lekcją byłam coraz bardziej aktywna - jak dawniej. Cieszyło to pana Szulca, którego zaczęłam wyraźnie unikać. Widziałam, że ludziom z klasy i szkoły nie odpowiadają moje stosunki z historykiem. Nie chciałam wzbudzać jakiś podejrzeń. Czas mijał szybko. W końcu nastał styczeń i koniec semestru. Moje oceny były bardzo dobre. Z historii wychodziła mi szóstka. Było lepiej niż dobrze. Jednak moje stosunki z panem Szulcem się pogorszyły. Po prostu zrezygnowałam ze spotkań poza lekcyjnych i rzadko z nim rozmawiałam. Tym bardziej, że wychowawczyni "zaalarmowana" jakimiś anonimami wysłała mnie do pedagoga szkolnego. Myślałam, że umrę ze śmiechu jak dowiedziałam się, iż ktoś podejrzewa mnie o romans z nauczycielem od historii. Ta sytuacja dała mi do myślenia. Przed feriami moja klasa 3A organizowała wycieczkę 3-dniową w góry. Wszyscy byli bardzo podekscytowani. Niby wyjazd z wychowawcą, ale wiadomo co takie wycieczki oznaczają. Dzień przed wyjazdem okazało się jednak, że pani Szewczyk zachorowała na tyle poważnie, że naszym opiekunem został pan Szulc. Nie wiem czemu, ale nie chciałam jechać. No, ale co ja bym rodzicom powiedziała? W między czasie zakochał się we mnie mój przyjaciel, Maciek. Zawsze świetnie się z nim bawiłam, mieliśmy dużo wspólnych tematów. Nie myślałam jednak o niczym więcej. Podczas wycieczki to się zmieniło. Pomyślałam, że związek z przyjacielem będzie na pewno udany i przede wszystkim będę mieć myśli zajęte przez niego, a nie tylko przez historię i pana Szulca. Właśnie on podczas wycieczki próbował mnie niejednokrotnie zagadać. Nie chciałam znowu bawić się w przyjaźń z nauczycielem, więc skupiłam się na spędzaniu czasu z rówieśnikami i Maćkiem. Po powrocie do szkoły po feriach wszyscy w szkole wiedzieli już, że mam chłopaka. A wiadomo, że w gimnazjum to wielka sensacja. Zaczęłam się jednak obawiać, iż przeze mnie mojemu chłopakowi będzie grozić zachowanie naganne. Chodziło tu głównie o lekcje historii. Maciek siedział w ławce przede mną. Czasem się odwracał i praktycznie za każdym razem dostawał uwagę od pana Szulca za "przeszkadzanie na lekcji".
Byłam wściekła na nauczyciela, bo wydawać by się mogło, że robi to na złość. Mimo wszystko kazałam po prostu ograniczać się Maćkowi w kontaktach ze mną w szkole. Już po tygodniu chodziła plotka, że nie jesteśmy w związku. Całkiem miła wiadomość dla niektórych. Potem zaczęło się coś ze mną dziać. Właśnie zaczęła się objawiać ta moja "wrażliwość na szczegóły". W każdym słowie i geście coś dostrzegałam. To spowodowało, że zakochałam się w nim, w panu Szulcu. Będąc u odpowiedzi i zabierając zeszyt z biurka dotknął przypadkiem mojej dłoni. To mnie sparaliżowało. Od tego się zaczęło. Tak jak kiedyś, ale inaczej. Dostałam ponowną propozycję uczestniczenia w lekcjach dodatkowych. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że są one indywidualne. Z każdym dniem stawał się dla mnie coraz ważniejszy, bardziej atrakcyjny. Na lekcji ciężko było oderwać od niego wzrok. Wychodziłam zawsze ostatnia, niekiedy nawet zostawaliśmy na przerwie. Pogadać - po prostu. Zbliżał się koniec roku. Zerwałam z Maćkiem bo to i tak było bez sensu. Nic do niego nie czułam. Bycie z nim miało tak na prawdę na celu ograniczenie mi kontaktów z Michałem, znaczy panem Szulcem. No tak, po jakimś czasie mówiłam do niego po imieniu. Ale tylko kiedy byliśmy sami. Przez praktycznie cały czerwiec ostatnie lekcje spędzaliśmy na dworze. Wtedy grałam z chłopakami w piłkę nożną i z nim, Michałem. Opowiadał mi kiedyś, że miał być piłkarzem, ale wybrał naukę. Powiedziałam wtedy: " Dobrze wybrałeś, bo pewnie byśmy się nigdy nie poznali". Strasznie się wkręciłam w te relacje. Najgorsze było to, że czas uciekał, a ja dalej nie wiedziałam co to wszystko ma na celu. Może przygotowanie mnie na liceum? Ostatni tydzień szkoły wyglądał następująco - chodziłam tylko po to, żeby się z nim zobaczyć. Byłam do wszystkiego optymistycznie nastawiona, choć nie wiedziałam co mnie czeka. Krótka rozmowa na przerwie zmieniła wszystko - zauważyłam obrączkę, której nigdy nie było. On spostrzegł moją dezorientację. Starałam się zachowywać normalnie, ale mimo tego, że jestem bardzo poukładana jestem też bardzo impulsywna:
- Masz żonę? Od kiedy? - spytałam szybko
- Od jakiegoś czasu - powiedział tajemniczo
- Od jak dawna ? - troszkę podniosłam głos
- Od dwóch lat - zakomunikował ze spuszczoną głową
- Aha. To spóźnione gratulacje. - powiedziałam sarkastycznie i wyszłam trzaskając drzwiami
Nie wiem co mi odbiło. Po prostu poczułam się oszukana. Za dużo sobie wyobrażałam. On za bardzo się angażował w tę "przyjaźń".
I w końcu nastało oficjalne zakończenie roku szkolnego 2013/2014. Miałam ochotę się rozpłakać. Otrzymałam wiele nagród za osiągnięcie naukowe i sportowe. Jedną nawet wręczył mi Michał. Super - pomyślałam. Po akademii był czas na pożegnania, w końcu byliśmy ostatnią klasą. Kiedy moi znajomi płakali i przytulali się, ja usiadłam na schodach w drugiej części szkoły. Chwilę później spostrzegłam, iż nie byłam sama. Siedzieliśmy tak w ciszy jakieś 10 minut. W szkole było już cicho, pusto. Wszyscy poszli celebrować wakacje. Byłam tylko ja i on. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach - tak same z siebie, aczkolwiek było mi bardzo smutno. Przytulił mnie i zaczął gładzić dłońmi po policzkach. Wtuliłam się w niego. Chciałam, żeby tak było wiecznie. Pocałował mnie w czoło, a potem w policzek. W tym momencie już wiedziałam, że trzeba się zbierać. Powiedziałam "cześć" i wyszłam z budynku, jak gdyby nigdy nic. Mogło się dużo wydarzyć, miałam tego świadomość. Wiedziałam również, że mnie okłamał, miał żonę i nie spieszył się do tego, żeby mi powiedzieć. I w taki o to sposób wszystko skończyłam. Mimo tego, że we wakacje dostałam od niego bardzo treściwy list: "Tęsknie. -M.S"
Próbowałam zapomnieć. Miałam nadzieje, że liceum to zmieni, że stanę się mniej naiwna. I tak o to ruszyłam w kierunku swojej nowej szkoły by zacząć wszystko na nowo.

wtorek, 17 lutego 2015

Prolog

To nie jest zwykła historia o miłości.
Takie historie zazwyczaj są zakłamane.
Ta historia pokazuje realia, pokazuje że nic w życiu nie jest łatwe.
Prawdziwa miłość nie jest taka jak w filmach.
W prawdziwej miłości chodzi o to by uczyć się siebie nawzajem, popełniać błędy.
To uczucie nie może być książkowe, nie ma być tak, że dwoje ludzi zakochuje się w sobie od pierwszego wejrzenia, a cała historia kończy się "i żyli długo i szczęśliwie...".
Moja historia taka nie jest. Od początku wiedziałam, że taka nie będzie.
Mimo wszystko spróbowałam. Nie chciałam ciągle powtarzać tego samego schematu.
Nigdy nic w moim życiu nie było takie jak chciałam.
Wiedziałam, że i tego nie powstrzymam. 
Wszystko działo się samo, a ja pozwoliłam na to sercu.
Nigdy nie myślałam, że ON stanie się częścią mojego, tak skomplikowanego życia.